Warsztaty żywieniowe i psychologiczne
- Kategoria: Dni Ziemi

Zapraszamy serdecznie na warsztaty skierowane do pedagogów, dyrekcji przedszkoli, osób zajmujących się żywieniem dzieci, ale także do Was- drodzy Rodzice.
Zapisy przedłużamy do 16. kwietnia. Zapraszamy.
Szczegóły poniżej:

3-2-1 odjazd!
- Kategoria: tour de pologne
Tak zaczyna się opis naszego tour de pologne. Dojrzewał pół roku do publikacji. W każdym razie zaczynamy, może to nawet lepiej, że teraz, gdy -10 stopni na dworze, przyjemniej będzie oglądać ciepło wakacyjne, mimo całej tej deszczowości minionych wakacji. Zapraszam
Młodzi tropiciele
- Nadrzędna kategoria: warsztaty przyrodnicze
- Kategoria: warsztaty-news
Długo czekałam na śnieg, żeby ruszyć z warsztatami tropicielskimi.
Wreszcie udało się! Jest śnieg i możemy tropić.
Czego nauczyły się moje dzieciaki (przynajmniej część, bo część ma te zajęcia jeszcze przed sobą)?
Nauczyły się odróżniać tropy sarny, dzika, jelenia, zająca, niedźwiedzia, lisa, wilka, a nawet człowieka.
W teatrzyku cieni wystąpiły leśne zwierzęta, głównym bohaterem był dzik dziki Leon, którego natychmiast pokochały wszystkie dzieciaki, zapewne za sprawą niekontrolowanych dźwięków paszczą, które ten wydawał.
Problem z ekologią
- Kategoria: przyroda
Problem. Nie mogę go pominąć, ominąć, wyprzedzić ani przeskoczyć. Wraca do mnie za każdym razem, kiedy usiłuję powiedzieć 'ekologia' albo jeszcze gorzej 'ekolog', grzęźnie mi w ustach i dusi w gardle.
I wcale nie przez złą sławę pseudoekologów, chociaż nadal jak ktoś mówi o mnie 'ekolog/ekolożka' nie bardzo wiem, czy to obelga czy też komplement.
Czyli zła sława odpada, co więc zostaje? Nauka, wiedza, to, co wpajano mi w szkołach, a naciskiem na szkołę najwyższą.

EKOLOGIA- oikos - dom i logos- nauka- z greckiego ( na pewnej olimpiadzie za czasów licealnych, podczas jakiegoś dalszego etapu poległam na pytaniu o pochodzenie słowa ekologia, do dziś mi wstyd). Nauka o domu. Ale to uproszczenie, rozwińmy zatem, albo lepiej -
za Wikipedią:
| Ekologia (gr. oíkos (οἶκος) + -logia (-λογία) = dom (stosunki życiowe) + nauka) – nauka o strukturze i funkcjonowaniu przyrody, zajmująca się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem oraz wzajemnie między tymi organizmami.
Ekologia zajmuje się badaniem powiązań między organizmami żywymi a środowiskiem abiotycznym (układy biologiczne istnieją w sieci powiązań między sobą i otaczającym je środowiskiem), opartych na różnego rodzaju interakcjach | ||
Dla mnie ekolog, to uroczy pan doktor, który wykładał ten przedmiot w trzech chyba odsłonach, na moich studiach. A także cała rzesza naukowców zajmujących się zależnościami w przyrodzie.
Natomiast ochroniarzem nazywało się kogoś, kto zajmuje się ochroną przyrody, to chyba jeszcze gorzej.
Ale to ochrona przyrody, raczej w kontekście ochrony ekosystemów naturalnych, a co z ochroną środowiska, która co prawda mocno jest związana z ochroną przyrody, ale dotyczy raczej naprawiania tego, co skopaliśmy, zanieczyszczeń, śmieci itp.?
Raczej nie ma szans na wyparcie potocznego określenia 'ekolog'. Naukowe też się pewnie nie zmieni.
Pozostaje przywyknąć do dziwnego uczucia w gardle i innych częściach ciała, gdy mówię 'ekologiczne kosmetyki', 'ekologiczna żywność', 'ekologiczne opakowania' - mając świadomość, że te określenia są bzdurne, niepoprawne i nieodpowiednie, w zasadzie nic nie znaczące (tak tak, w słowniku języka polskiego pojęcie ekologiczny ma wiele znacznie, także i te, ale źródła drodzy państwo, źródła mnie dręczą...). Chociaż jakby tak pownikać, pokombinować, to może może...
Bo co oznacza hasło kosmetyki ekologiczne ? Kosmetyki przyrodniczo-zależnościowe, albo eko-kosmetyki - kosmetyki domowe?
Ja bym bez problemu przywykła do określenia 'ekologiczny' stosowanego wobec wszystkiego co nie szkodzi mateczce Ziemi, gdyby nie to, że normalnie używam określenia 'ekologia' w kontekście naukowym.
No i stąd zgrzyt...
A jakby znaleźć jakieś sprytne określenie na 'życie minimalizujące negatywne skutki dla Ziemi' ... ot tak, dla zabawy... hmmmm
A tymczasem kupię sobie koszulkę z napisem 'bądź eko', wezmę w dłoń torbę z tym samym napisem, kupię ekologiczny szampon oraz ekologiczne rodzynki i pójdę do lasu badać jego ekologię. Czy można być bardziej eko?
Tajemnicza sterta śmietków- Złotookowate.
- Kategoria: przyroda
Uwielbiam prowadzić warsztaty w szkołach, głównie dlatego, że moi szkolni studenci potrafią czytać. To naprawdę bardzo miłe i ciekawe zjawisko, jeśli przeważnie przebywa się z przedszkolakami.
Trafiła mi się świetna klasa w moim LO osobistym, które szczerze lubiłam, a nawet trochę więcej. Mieliśmy lekcję o drzewach - czyli rozpoznawanie gatunków. Temat, który prawie w polskim szkolnictwie nie istnieje, nad czym ubolewam. Bo co prawda znamy cykl rozwojowy motylicy wątrobowej, ale nie odróżniamy jodły od świerka, sarny od jelenia i tak dalej.
Rzuciłam podstarzałej młodzieży stertę badyli w zestawie z hasłem 'oznaczajcie' (bo oni przecież umieją czytać), aż tu nagle i niespodziewanie jedna ze studentek wskazuje stworka radośnie drepczącego po ławce.
Przyglądam się, a tu pustka w głowie, krople potu wyskakują na czoło i dalej pustka. No jak nic skompromituję się przed licealistami, 6 lat studiów na marne.

Po chwili przez głową przeleciała mi myśl - zajadek, jedyne zwierzę przychodzące mi na myśl, którego larwa oblepia się kurzem.
No tak, ale zajadek ma pokaźne odnóża i oblepia się kurzem, no właśnie, a ten koleś był oblepiony raczej stertą kamieni niż kurzem + zestawem innych śmieci.
Wzięłam gościa w łapki, w dotyku był dość chrupiący, niestety nie pomogło to mi w żaden sposób. Zrobiłam mu dwa zdjęcia, z czego to ważniejsze totalnie skopałam. Kilka tygodni zajęło mi przetrzepanie owadzich książek w domowej bibliotece. I nic. Przetrzepałam biblię M.Kozłowskiego. I nic. W końcu na forum entomologicznym założyłam błagalny wątek. I nic.
Długo nic, aż jedna dusza podpowiedziała, że to larwa Chrysopidae czyli jakiegoś przedstawiciela rodziny Złotookowatych. Nawet nie próbuję wnikać jaki to był gatunek. Grunt, że złotook, zagadka rozwiązana.
To wyżej, to był wstęp, a teraz będzie rozwinięcie.
Przyjrzyjmy się bagażowi naszej larwy, widać jakieś ziarenka piasku, okruszki, kurz, włoski, czyjeś skrzydło. No istny śmietnik.
W polskim internecie ciężko znaleźć pojęcie upapranej larwy złotooka, w końcu odnalazłam 1 zdanie na ten temat w biblii M.Kozłowskiego. Za to w zagranicznych pozycjach można spotkać całkiem niezły zbiór zdjęć larw z takim kamuflażem.
Niestety nie trafiłam na sensowne wyjaśnienie przyczyn tego kamuflowania się , a raczej tego, czemu nie wszystkie to robią, czemu niektóre i które niektóre. Bo powód jest dość jasny raczej, ukrywają się- albo przed drapieżnikiem albo ofiarą, ewentualnie pasożytem.
Oprócz złotooków, takie numery robią jeszcze zadomki, chruściki i nie tylko ... coś w tym stylu robią też larwy pewnych jętek Caenidae - te są pokryte gęsto włoskami, żyją w wodzie i sobie spokojnie obrastają glonami.

Złotookowate to pewna urocza rodzina, równie uroczego rzędu sieciarek (Neuroptera)[dlaczego sieciarki? wystarczy przyjrzeć się skrzydłom, a jest ich aż ok. 4000 gatunków]. Złotooki mają wyjątkowo dobrą sławę, zwłaszcza jak na owady. Nie dość, że są śliczne, zielone, subtelne i raczej nikt z krzykiem na ich widok nie ucieka (przynajmniej postaci dorosłych), to jeszcze pożyteczne, a do tego towarzyskie (kto nie miał w domu gościa w postaci złotooka).
I teraz mała dygresja- wpada taki złotook do naszego domu, a jako, że jesteśmy bardzo gościnni, zapraszamy na herbatkę, bo myślimy, że zmarzł chłopaczyna/zmarzła dzieweczka. I błąd! Drodzy państwo, nasz zmarznięty gość niechybnie na wiór wyschnie niebawem, jeśli nie wyekspediujemy go za okno, by znalazł sobie naprawdę bezpieczne miejsce.
Ale tak lubiane nie są ze względu na swój wygląd, ale na swe piękne wnętrze, a dokładnie geny, które każą im jeść.
Im - czyli larwom, bo postacie dorosłe żywią się różnie (drapieżnie, nektarowo, spadziowo), a larwy to mali, podli, bezwzględni zabójcy. Urocze, prawda?
A w ogóle te larwy są ciekawymi obiektami (generalnie larwy sieciarek), bo mają niedrożny układ pokarmowy, w związku z czym przez cały czas trwania tego stadium nie wydalają. Gębę tę zresztą mają zamkniętą, a pokarm wpływa poprzez żuwaczki. Ciekawe jak wygląda pierwsza kupa takiego maleństwa zaraz po przeobrażeniu... ale z dziesiątej strony larwa jest znacznie mniejsza od imago. Na rozważania na temat złotooczej kupy czas znajdę, a póki od szczegółu przejdźmy do ogółu.
No to od początku, przed początkiem czyli powstaniem nowego larwiątka, są zaloty, dorosłe złotooki wygrzebują się ze swoim zimowisk i ruszają na podryw (czasem zimują w postaci dorosłej, a czasem jako poczwarki- zależnie od gatunku), są ponoć całkiem muzykalne, a konkretnie mają muzykalne odwłoki, bo wygrywają nimi złotoocze melodie na liściach (przekazując wibracje). Tak właśnie wygląda gra wstępna, potem jakiś buziaczek i dzika (no bo przecież o dzikich zwierzętach mowa) kopulacja.
Koniec romantyzmu, zaczyna się proza życia. Samica składa wybitnie zabawne jaja, osadzone na straszliwie długich szypułkach (ciekawe co ona powiedziałaby na temat ludzkich jaj), z tych wybitnie zabawnych jaj wylęgają się nieco mniej zabawne larwy.

I tu lądujemy w punkcie wyjścia i spotykamy naszą oblepioną śmietkami larwę szkolną. Ale nasz należy do rzadkości, bo częściej są nieoblepione niż oblepione.
I te urocze zwierzątka wcinają (wysysają w zasadzie) ogromne ilości mszyc, wciornastków, wełnowców, mączlików, miodunkach, jajach stawonogów i in. I już wiadomo za co kochamy złotooki? No właśnie, trzymają w ryzach populacje znienawidzonych szkodników.
Wśród biologicznych metod ochrony roślin, złotooki zajmują całkiem wygodne miejsce.
LITERATURA: M.W. Kozłowski "Owady Polski" Multico Oficyna Wydawnicza sp. z o.o.. Warszawa 2008 H. Sandner "Owady" PWN. Warszawa 1990 A. Szujecki "Enomologia leśna" Wydawnictwo SGGW 1998
- Start
- poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna
- Zakończenie
